śmiech filmy

Co ma wspólnego zdrowie i oglądanie komedii?

Chcesz poznać mój spo­sób na dłu­gie zimowe wie­czory? Filmy! Tak, tak. I to te z pozy­tyw­nym prze­sła­niem w tle i tym, jakże znie­na­wi­dzo­nym przez wielu, ame­ry­kań­skim happy endem. Swoją drogą, jak można nie lubić szczę­śli­wych, peł­nych patosu zakoń­czeń? 😉 No dobrze, cza­sami, są słod­kie do prze­sady, ale ja zde­cy­do­wa­nie bar­dziej tra­wię taką „tęczę” niż filmy, które od początku do końca, są prze­siąk­nięte złem, takim ludzkim brudem, grozą. Naj­czę­ściej jedyne co z nich wyno­szę, to wyssaną ener­gię i roz­je­chane samo­po­czu­cie. No dobrze, ale to moje. Jeżeli Ty masz ina­czej, to śmiało oglą­daj.
  
Wra­cając jed­nak, do wspomnianych filmów, które, ow­szem bywają mocno prze­wi­dy­walne, to jed­nak wno­szą coś dobrego. Pytasz co? Już wyjaśniam. Oglą­da­jąc kome­dię, robisz wiele dobra dla swo­jego orga­ni­zmu, wiesz dla­czego? Ponie­waż – o ile są to dobre kome­die i cie­bie śmie­szą –  to zazwy­czaj pod­czas seansu, dużo się śmie­jesz, zgadza się? A jak mówi znane przy­sło­wie ŚMIECH TO ZDROWIE! No wiem, nie odkry­łam ame­ryki, ale wiesz, to ważny aspekt.
Fun­du­jąc sobie seans z kome­dią, możesz:
  • Zre­du­ko­wać poziom hor­monu stresu. Ame­ry­kań­scy naukowcy z Uni­wer­sy­tetu Loma Linda, pod­czas badań kli­nicz­nych, dowie­dli, że tera­pia śmie­chem, dzięki obni­że­niu hor­monu stresu, nadciśnienia, zmniej­sza ryzyko zacho­ro­wa­nia na cho­roby serca.
  • Zwięk­szyć odpor­ność. Pod­czas śmie­chu, wzra­sta poziom prze­ciw­ciał wal­czą­cych z drob­no­ustro­jami.
  • Popra­wić samo­po­czu­cie.
  • Zwiększyć nadzieję. Owszem, film, to fik­cja, ale może nas zain­spi­ro­wać się do poszu­ki­wa­nia roz­wią­zań w real­nym życiu
  • Dostar­czyć sobie dobrej roz­rywki!
Myślę, że to dość powo­dów do tego, by roz­po­cząć taką tera­pię. A ponie­waż jest gru­dzień, to chcia­ła­bym ci zapro­po­no­wać moją mocno subiek­tywną listę „must see”. Te filmy wzmac­niają moje około świą­teczne emo­cje i dla­tego tak bar­dzo je lubię. Lista pewnie nie zaskakuję, ale być może, któryś z tych tytułów wyleciał ci z głowy, a ja go właśnie przypomnę.
  • „To właśnie miłość”.

  • . „Listy do m”. Tak, obie części.

  • „Holiday”.

    „W krzywym zwierciadle. Witaj Święty Mikołaju”.

Na koniec mam dwie bajki, które nie są komediami, za to na pewno z pozytywnym przesłaniem i świątecznym klimatem.

  • „Opowieść wigilijna”.

  • „Ekspres polarny”.

To jak, zasiadasz do oglądania? Ja już odpaliłam sezon świątecznych filmów i na początek wjechał mój faworyt „To właśnie miłość”.

A jak wygląda twoja lista „must see”? Masz taką? Napisz w komentarzu, chętnie się zainspiruje. No i podziel się z innymi moim wpisem 🙂